Klub Gazety Polskiej w Jastrzębiu-Zdroju

strefa wolnego słowa

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Warto przeczytać Orędzie nienawiści

Orędzie nienawiści

Email Drukuj PDF

Aleksander Ścios

http://bezdekretu.blogspot.com/2013/08/oredzie-nienawisci.html

 

Od przegranych wyborów parlamentarnych w roku 2005 jedynym czynnikiem integrującym środowisko Platformy stała się nienawiść do wszystkiego, co związane z partią Kaczyńskich. W równej mierze była ona efektem ambicjonalnej traumy Donalda Tuska oraz niemniej mocnego lęku, jaki musiał odczuwać Bronisław Komorowski, obawiając się publikacji treści aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI. Wielu innych polityków PO, biznesmenów, dziennikarzy i ludzi życia publicznego odczuwało wówczas zagrożenie możliwością ujawnienia ich kontaktów i interesów prowadzonych pod dyktando wojskowej bezpieki. Wkrótce więc pod szyldem Platformy zgromadziło się dość wszelkiego rodzaju renegatów, frustratów i "skrzywdzonej" rządami PiS-u agentury, by uczynić z tego środowiska skansen agresywnych typów, złączonych wspólnotą nienawiści i żądzą odwetu.

Działający w ideowej pustce ludzie PO musieli znaleźć formułę, która pozwoliłaby im dotrzeć do społeczeństwa. Nie potrafiąc przedstawić żadnej koncepcji pozytywnej, postanowili odwoływać się do negatywnych emocji i najniższych instynktów, tworzenia fałszywych obrazów, budowania irracjonalnej niechęci i lęków. Na tym fundamencie zbudowano pozycję Platformy, wmawiając społeczeństwu, że wybór ekipy Tuska uchroni Polaków przed straszliwą katastrofą "kaczyzmu". Bez PiS-u i braci Kaczyńskich, środowisko PO nie tylko nie potrafiłoby zbudować żadnego przekazu, ale nie miało motywacji do działania. To nienawiści do rywali politycznych i lęk przed utratą władzy od początku wyznaczały poszczególne etapy działań: począwszy od czystek w służbach specjalnych i poszukiwania prokuratorskich "haków", poprzez aferę marszałkową i bondaryzację służb, po zbliżenie z putinowską Rosją i zastawienie pułapki smoleńskiej.

Kampania nienawiści, jaką do dziś prowadzi reżim, nie jest niczym nowym.

"Ruchy i systemy totalitarne wszelkich odcieni potrzebują nienawiści nie tyle przeciw zewnętrznym wrogom i zagrożeniom, ile przeciwko własnemu społeczeństwu; nie tyle, by utrzymać gotowość do walki, ile by tych, których wychowują i wzywają do nienawiści, wewnętrznie spustoszyć, obezwładnić duchowo, a tym samym uniezdolnić do oporu. Nieustające, bezgłośne, lecz całkiem jasne orędzie powiada: ?Wy jesteście doskonali, tamci są zgnili ze szczętem. Już dawno żylibyście w raju, gdyby złość waszych wrogów nie stała na przeszkodzie? " pisał w latach 70. Leszek Kołakowski.

Nie mógł wiedzieć, że 40 lat później, tymi słowami będzie można zdefiniować środowisko, które pod przykrywką "obywatelskości" uczyniło z nienawiści główną broń polityczną.

Kwintesencją orędzia, o którym mówił Kołakowski mogłyby stać się słowa Bronisława Komorowskiego z 13 listopada 2009 r.: "Póki jest ten prezydent, nie da się dobrze rządzić" i ich kłamliwe uzasadnienie - "do wyborów prezydenckich trudne reformy będą leżały odłogiem, bo urząd prezydenta jest wielkim i skutecznym hamulcowym". Komorowski wyraził wówczas nadzieję, że "nowym prezydentem zostanie ktoś, kto będzie wspierał modernizację Polski i brał na siebie cząstkę odpowiedzialności za trudne decyzje, bo prezydent nie może być wyłącznie recenzentem pracy rządu i hamulcowym". Stwierdził również, że nie zna "ani jednego przykładu, gdy prezydent zachęcał do jakiejkolwiek reformy czy zmiany", a na uwagę, że Lech Kaczyński wspierał likwidację WSI, Komorowski odparł, że "zlikwidowanie wojskowego wywiadu nie zasługuje na miano reformy, tylko szaleństwa".

Dzisiejszy lokator Belwederu, był przez lata głównym krzewicielem orędzia nienawiści i tylko szczelnej osłonie medialnej oraz tchórzostwu żurnalistów, Polacy zawdzięczają, że może być dziś kreowany na zwolennika ugodowości i koncyliacyjnego ?męża stanu?.

Niemal każda wypowiedź Komorowskiego na temat rywali politycznych budowana była na retoryce nienawiści. Pamiętamy cyniczne słowa "jaka wizyta, taki zamach", "póki jest ten prezydent, nie da się dobrze rządzić" czy wypowiedziane na trzy miesiące przed tragedią smoleńską życzenie - "chciałbym skrócić zły okres prezydentury Lecha Kaczyńskiego". Określenia - "popłuczyny endeckie, które szkodzą Polsce", "ekipa oszalała na punkcie nienawiści do WSI", "sekta wierząca w politycznego szatana" czy "Polska w rękach drobnych cwaniaczków, drobnych pijaczków, którzy sięgają po najwyższe funkcje" należą do mniej znanych epitetów, jakimi Komorowski obdarzał przed laty swoich przeciwników.

O kulturze politycznej tego człowieka, jak też o jego rzeczywistym stosunku do kobiet (szczególnie w kontekście późniejszych umizgów i bredni o parytetach) niech świadczy wypowiedź ze stycznia 2009 roku, dotycząca chamskich słów, jakie Janusz Palikot, najbliższy przyjaciel Komorowskiego wypowiedział na temat posłanki PiS Grażyny Gęsickiej.

"Kobieta w polityce podlega takim samym regułom jak mężczyzna" - perorował wówczas Komorowski i uznał, że - "Donald Tusk nie powinien przepraszać za słowa Janusza Palikota o "politycznej prostytucji" Grażyny Gęsickiej".

Niewiele miesięcy później w dokumencie zatytułowanym "Moja wizja Polski", kandydat na prezydenta Komorowski przedstawił zbiór emfatycznych frazesów, wśród których znalazły się słowa:"Polsce potrzebna jest polityka oparta na rozwadze w działaniu, szacunku dla ludzi inaczej myślących i dostrzeganiu w politycznym przeciwniku partnera"

Miarą owego "szacunku" był widok roześmianej twarzy Komorowskiego, gdy prezydent Kaczyński wracał w trumnie z nieludzkiej ziemi oraz zanegowanie całego dorobku politycznego poprzednika. W wywiadzie, jakiego Komorowski udzielił portalowi Onet w listopadzie 2010 roku, znalazły się słowa, które można nazwać esencją szyderstwa - "wielu w Europie z ulgą przyjęło, że zakończył się etap walki o samolot, krzesło, o to, kto jedzie na jaki szczyt, itp.". Autor życzenia - "chciałbym skrócić zły okres prezydentury Lecha Kaczyńskiego", które po trzech miesiącach znalazło spełnienie w lesie smoleńskim, nie potrafił ukryć swojego stosunku do polskiego prezydenta .

"Nie chcę oceniać mojego poprzednika" - deklarował Komorowski, by natychmiast stwierdzić: "Powiem tylko, że nieszczęście się zdarzyło kiedy jeden jedyny raz w ciągu całych dwudziestu lat prezydent zablokował cały pakiet reform systemowych. Zdarzyło się to raz i mam nadzieję, że drugi raz się to nie zdarzy".

Zachłyśnięty nowym stanowiskiem, lokator Belwederu pozwolił sobie również na wyrażenie kolejnych życzeń - "Wyobrażam sobie PiS bez Kaczyńskiego. Nawet nie przychodzi mi to ze specjalną trudnością. [...]Na szczęście świat nie kończy się na Jarosławie Kaczyńskim i na PiS. Są obywatele, są wyborcy i oni oceniają kto jest warty nagrody, a kto kary za zdolność do współpracy lub jej brak. Wierzę, że doczekamy takiego momentu współpracy i bardzo tego chcę. Z Jarosławem Kaczyńskim lub bez Jarosława Kaczyńskiego."

Medialna zasłona milczenia rozciągnięta nad zachowaniami Komorowskiego nie pozwala Polakom zrozumieć, że cała logika tej prezydentury, podobnie jak logika rządów PO została zbudowana na nienawiści i pogardzie dla przeciwników politycznych. Nienawiści tak wielkiej, że nie cofnęła się przed paktowaniem z obcym mocarstwem i wspólnych działaniach przeciwko polskiemu prezydentowi.

Pora przyjąć, że wyrzeczenie się przez PO agresji lub rezygnacja z głoszenia orędzia nienawiści, nie jest i nigdy nie będzie możliwe. Musiałoby bowiem doprowadzić do unicestwienia tej grupy, do jej rzeczywistej samolikwidacji i utraty jedynego fundamentu, na którym opiera się to środowisko.

 

 

Artykuł opublikowany w nr 31/2013 Gazety Polskiej

 

 

 

 

LAST_UPDATED2